Miesięczne archiwum: Luty 2012

Wewnątrz mnie

Zaglądam w głąb siebie
i nie widzę nic,
w głowie rysuję szkic
piękny jak gołębie na niebie.

Myślę –
i pytam.
Pytam –
i myślę.

Nie czuję nic,
nic nie widzę,
ślepy jestem.

Spoglądam w lewą -
widzę drogę.
Spoglądam w prawą –
widzę drogę.
Spoglądam w przód -
widzę góry.
Spoglądam w tył –
widzę las.

Oto drogi się rozchodzą,
lewą czy prawą,
zawsze do celu dochodzą.

Choć tak obce
to tak bliskie,
izdebce.


Herbata z rana

Budzi cię rano,
nie gardzi twym oddechem,
choć jesteś pijany,
czujesz się wyspany.

Łuk jeden
Łyk drugi
twoje oczy wypełnione
twoje ciało pobudzone

I wstajesz i patrzysz
za oknem ulica, ludzie

Idą, pędzą,
dokądś biegną,
niektórzy gonią,
ale za czym!?
no za czym!?

Za chlebem,
za światłem,
za oddechem.


Alles wird vorübergehen

Tekst piosenki Die toten Hosen –  nic dodać nic ująć (…)

Manchmal läuft es wie im Märchen,
wo’s immer gut ausgeht,
wo alles eine Fügung hat
und man von Schicksal spricht.Und weil du gerade glücklich bist,
glaubst du ans Happy End.
Es ist schön, wenn du sagst, dass du mich liebst,
auch wenn ich dabei denk:Alles wird vorübergehen.

Du denkst, dass du ewig lebst,
dass du hier sicher bist,
mit all den vielen netten Freunden,
den lieben Menschen um dich.
Wenn der Boden unter deinen Füßen bricht,
gibt’s keinen Haltegriff.
Ob du loslässt oder ob du kämpfst,
es reißt dich einfach mit.

Alles wird vorübergehen.

Die gute und die schwere Zeit -
nichts bleibt jemals stehen.
Eine Hand voll Glück reicht nie für zwei,
man muss nehmen, was man kriegt.

Ich hab keine Angst zu sterben,
solange du bei mir bist,
doch halt dich nicht an meiner Liebe fest


Alles ist klar, wie im Text. Alles Irdische ist vergänglich. Wir können nur versuchen das Leben zu vereinfachen. Manchmal klappt es, manchmal platzt es. Man muss Kopf hochhalten und kämpfen um alles, wie im Zitat “Solange du kämpfst, bist du der Sieger”.


Ein grauer Tag

Stehst du auf, jemand ruft Guten Morgen!
deine Augen sind so klein,
du rufst Morgen!
nach einer Weile – Du „Mein“

Es sieht so schön aus, wie im Märchen,
alles so sauber und ordentlich.
Zu Mittagessen ein Hähnchen
bist so glücklich (…)

Abends kommt ´ne Bote,
du hörst „ein Unfall“
o Gott! was für ein Unfall!?
deine Wagen so rote.

Im Kopf nur Sirene,
hast schon Migräne,
alles brennt,
dein Körper rennt.

Rufst „Mein Schatz“
wo du bist?
Niemand beantwortet (…)
Rufst „Mein Schatz“
wo du bist?
nix.

Bum! Deine Augen auf (…)
Hörst „mein Schatz“
wo warst du?
wo du?

Juchhu!! rufst du laut.
Nix passiert,
alles kapiert!

So was ein Zufall,
keinen Unfall.
Der graue Tag,
ein schöner Tag.


wyobcowany

Od czasu gdy tylko opuściłem rodzinny dom czuję się “wyobcowany”, słyszę od znajomych, że to raczej normalne, że też tak mieli, nie ma się czym przejmować. Ale uczucie, że nie ma się właściwie stałego swojego miejsca jest dość nieprzyjemne, będąc na krótko w domu (rodzinnym) czułem się niezbyt dobrze, brakowało mi wszystkiego co wcześniej tam było, a co teraz jest ze mną na stancji. Będąc znów na stancji, brakuje mi tamtych ścian, układów, mebli i wszystkiego co tam w domu jest. Wracając z pracy, czy to z zakupów wracam i pytam siebie dlaczego nie potrafię poczuć się jak u siebie, co bym nie robił, to tak delikatnie by tylko nie naruszyć ciszy, jak gdybym był u kogoś na chwilę i nie chciał hałasować, przeszkadzać, dawać o sobie znać. Uczucie okropne, ale cóż, może z czasem ustąpi.


Odlotowy sen

Odlotowy sen

Malowniczy ciepły wrzesień,
dni się swawolnie przeplatały,
choć piękne jak polska złota jesień,
to w otchłani odpływały.

Dnia jednego, choć pracowitego,
dobiegły mnie słowa przyjaciela mego:
„Pojadę w świat, i nie będę się już niczego bać”

O rany! Ale jak? Co? Gdzie? Kiedy?
Pytań miałem ful cały,
a Jego odpowiedzi mnie oniemiały.

I w pewnym momencie,
padły nazwy, sercu coś bliskie,
i ja na zakręcie,
a decyzje szybkie i śliskie.

Worek mam, coś już przecież znam,
pracę z hukiem zostawiłem!
I w podróż razem podążyłem,
jak tak Kraków kocham.

Już słyszę pociągu szum,
czy to jawa czy sen, strach ogarnia mnie.
Boję się przebudzenia!
Choć wciąż szukam odetchnienia.

Na zegarku jest dwudziesta druga dwadzieścia jeden
o losie, mój Przyjaciel, mój i jego bagaż jedziemy!
Łał już nie staniemy jupi jee!
Tak bardzo się cieszyłem,
choć wiele Wodzie zostawiłem.

Za oknem wszędzie tylko mrok,
czas minął jak jeden krótki krok.
Przyjaciel już spał,
On się nigdy nie bał.

Szukając słów opisania szczęścia,
znalazłem się w Krakowie
i nikt mi nic głupiego nie powie
To jest to – Kraków Szczęścia.

Na dworcu jeszcze półmrok,
przykrywał ponury obraz,
i tak już było nie raz.

Idąc peronami wdychaliśmy woń Krakowa,
przechadzając się między murami,
znaleźliśmy się przed wieloma oknami,
to wszystko jak woń – dla nas czysta Odnowa!

Rynek Krakowski jest tak wielce boski,
nasz narodowy skarb, wszystkiego wart,
Sukiennice niczym spadek tamtych lat
- to nie mój głupi żart!

Wyglądało jak z bajki,
wszystko takie stare,
choć ubrane na nowo,
w pełni kolorowo!

Nasz Rynek Krakowski, ta atmosfera,
nic już więcej nie potrzeba,
to lepsze niż nie jedna „bajera”.

W lewą i w prawą, do przodu i do tyłu,
wiele dróg pośród przybyszów przebyli,
razem wszystkie skazy wypatrzyli,
mimo gęstego pyłu.

W blasku słońca Wawel odkryli,
ponad wzgórzami wzniesiony,
chwilami w pamięci utrwalili.

I choć czas wypędzał z komnat,
w sercu radość! W duszy uśmiech!
cali przesiąknięci promieniami słońca,
ktoś zgubił „ochrońca”.

Wędrując ku sercu Krakowa,
ostatnia runda po ryneczku,
ostatni flesza błysk,
to koniec, to początek – kolejna przygoda!

Ciemna noc nas zastała,
dworzec serdecznie przywitał!
krótka chwila i wyjazd.

Wśród przestrzeni kolorowych,
gdzieś gubił się świat i jego blask.
Znów tylko czarna płachta
dziurami czytałem szyldy.

Energia dosięgła szczytu
po ponad dwóch tysiącach lat!
Nasze ciała zenitu
w blasku słońca nocy.

Idąc wygodnie, czułem się swobodnie
na drodze stanął przede mną
oczarował mnie swym spojrzeniem!

To cudo, jarało nas porządnie
uf, ah, oh, ouu ye!
i dźwięków całe mnóstwo,
samo bóstwo.

Muzyczne receptory pobudzone,
łapią każde dźwięki,
tańczą jak szalone,
wydając piękne jęki!!

I tak swobodnie,
na max wygodnie,
pełen ful wypas,
muzyką otoczony,
bawi się jak szalony!

Nad ranem czas uciekać,
nie można już czekać.
Wsiadamy do pociągu niebyle jakiego,
społeczeństwa krakowskiego.

Na dworcu już czekają,
tłumy się przewracają,
inni odwracają i wysiadają.

Gdy słyszę na peron piąty,
odwracam się raz ostatni (…)
wracamy w nasze kąty.

I tak już całkiem wygodnie,
siedzę w pociągu,
przebudzenia szukam.

To tu już na mnie wszystko czeka,
a piękno i sen chwili od dawna ucieka,
to tylko krótka przygoda,
bezcenny odlot.

Czytaj dalej


Fettdonnerstag

BerlinerFettdonnerstag auch Schmotziger Donnerstag z nim. tłusty czwartek

Ile pączków (Berliner) możecie zjeść? Ja dziś już 3 wtrąbiłem i chcę wiecej:-d w końcu tłusty jest raz w roku i odchudzać się nie muszę xD

A swoją drogą to zjadłbym takiego pączka jednego, samemu ulepionego, upieczonego i polukrowanego <mniam> aż ślinka sama leci na samą myśl!!

Dla jeszcze głodnych widoku pączusia foteczka:-)


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.