to już historia..

Dlaczego to piszę? bo chciałbym by ten rozdział mojego życia był już zamknięty na zawsze.

Urodziłem się latem, podobno panował wówczas zachwyt i szczęście. No niestety nie dla mnie moja historia pisała się już nie tak kolorowo jak by się wydawało.  Rodzice z opowieści znajomych wiem, że się cieszyli, tylko ich zadowolenie nie było takie jakie chciałoby każde dziecko mieć we wspomnieniach.  Ojciec tak był zachwycony swym dzieckiem, że nie pozwalał mu odejść na krok. Nadużywał alkoholu i to bardzo;/ często gęsto mały (ja) lądował w przeróżnych miejscach razem z nim. Tak mijały miesiące. Mama bezradna, bała się go, może to dla kogoś żadna wymówka, ale Ci co są w takiej sytuacji wiedzą jak ciężko jest oderwać się z takiej rzeczywistości. Czas uciekał mama zaszła znów w ciąże, poniżana, bita, jednym słowem maltretowana trafiła w ciężkim stanie do szpitala gdzie przebywała tam do samego porodu. Wówczas ja byłem pod jego opieką, noce i dnie poza domem, w różnych miejscach. Jakie to doświadczenie – żadne. Gdy mama wróciła, czy było lepiej – nie. Alkoholizm sam nie ustaje. Rosłem więc i coraz to więcej rozumiałem co jest dobre, a co złe. W sumie umiejętność tego rozróżniania to nie przyszła sama – tego nauczyła mnie mama z pomocą naszej sąsiadki! Tak ona nam dużo pomagała, nie raz przechowała przed ojcem tyranem. Wyzwiska, poniżenia, obelgi , a nawet groźby nie skutkowały Ona zawsze była górą, dzięki Niej coś potrafię, jestem tu a nie tam. Teraz patrząc wstecz pamiętam niestety tylko to co było złe, to co było przyjemne to umknęło, jak przychodzi do wspomnień  z dzieciństwa najchętniej schowałbym głowę w piasek, albo uciekł gdzieś, gdzie nie trzeba o tym mówić.

Pewnego razu nie wiem, ile miałem lat, no ale nie wiele, pamiętam jak ojciec przyszedł upity zrobił awanturę i zabrał mnie z sobą. Poszliśmy gdzieś do sąsiadów, potem do sklepu tak w towarzystwie innych siedziałem i słuchałem, bawiłem się sam nie wiem czym.. czas mijał wieczór nadchodził wówczas i ludzie zaczęli się rozchodzić to i my też poszliśmy, tylko nie do domu. Na pobliskiej wsi sklep był czynny dłużej więc my podążyliśmy tam. Tam jak i tu wielu alkoholików jak to zwykle na wsi bywało. Zawsze się znajdzie ktoś z kim można wypić.. on pił ja przy nim, wtedy też jedna żona człowieka, który pił z moim ojcem zechciała wziąć mnie do domu, bo gdzie dziecko tak późno, głodne i w ogóle, on się nie zgodził.. trwałem dalej przy nim. Gdy zapadł zmrok sklep zamknęli, a towarzysze się zaczęli rozchodzić czas coś zrobić, gdzieś iść, ale gdzie jak brak sił.. Tak uszliśmy może z 100 metrów i co gleba.. tak spałem w na drodze.. kilka razy próby obudzenia go – nie udane;/ zimno i łzy ale to nikogo nie interesowało.. Jak dotarłem do domu, tego nie pamiętam wiem jedynie, że jakoś się w nim znalazłem. Było lato więc może i nie, aż tak strasznie, ale jak na dzieciaka to nie strasznie? Noc i ciemność gdzieś z dala od domu..

To co teraz napiszę wiem tylko z opowieści tak dokładnie ja pamiętam tylko jeden obraz zima i latarnia przy drodze te samo miejsce co poprzednio (opisywałem). Tu prawdopodobnie zimą gdzie ciemno zapada wcześniej i życie toczy się inaczej my znów w tej sąsiedniej wsi. Libacja na całego, ale niestety bez żadnego opamiętania. Mróz ponad 20 stopni, sypał śnieg ja tylko pamiętam skrzyżowanie dróg i jego leżącego na ulicy i siebie siedzącego obok, z tyłu za nami świeciła latarnia.. Jak mi było na pewno strasznie.. Tu ratunek nadszedł ze strony ludzi którzy akurat jechali samochodem, prawdopodobnie to oni się zatrzymali i zabrali mnie jego też do samochodu i przywieźli do domu. Co by było gdyby nie oni – to chyba każdy może sobie wyobrazić..

Takich migawek jest wiele ale jakoś straciłem ochotę ich opisywania. Za dużo wspomnień trzeba pobudzić..

Gdy już byłem większym chłopcem może trochę się uspokoiło, bo właściwie tu zaczęło się co innego i nie wiele pamiętam z tego czy gdzieś wędrowałem z nim. Mam kilka przebłysków, ale to takie tylko migawki, z miejsc w których byłem..

Jako dziecko trochę już większe miałem kolegów, koleżanki, a właściwie jedną koleżankę jak siostrę! Rok starszą, Ona przyjeżdżała do swojej babci i tu spędzała dużo czasu, z nią czas, który pamiętam to dla mnie świętość. Zabawy, przyjemności, humor i radość z dzieciństwa. Uwielbialiśmy się bawić w piasku jak dzieci, zamki, domki to wszystko było dla nas czymś wyjątkowym. Gdy padały deszcze, było na dworze nie przyjemnie to czas spędzany w domy też nie był zmarnowany. Jako, że Ona była mądrzejsza bo była rok starsza i już chodziła do szkoły (przedszkola) umiała więcej to też wiele mnie uczyła, choćby pisania, czytania wszystkiego innego czego się w szkole uczyła. To wspaniały czas, jednak tak do końca cudownie nie było. Oprócz Zosi bo tak miała na imię, znałem tu starszych od siebie o może jakieś 6/7lat braci Franka i Janka. Franek był fajniejszy zawsze można było coś z nim robić, miał wiele pomysłów i lubił wydziwiać różne rzeczy. Mieliśmy swój mały warsztat który się ciągle rozrastał o nowe znaleziska, wytwory naszej wyobraźni. Janek to był trochę gburowaty rok starszy do Franka. Właściwie z nim nic nie można było robić, poza łowieniem ryb i niszczeniem wszystkiego innego. Zawsze gdy dołączał do mnie i Franka Janek robiła się afera, coś się psuło.  Chłopaki byli starsi tak jak już pisałem, chodzili do szkoły jak to jeszcze dzieci byli bardzo ciekawscy świata i w ogóle. Zastanawiam się jak mogę zacząć o tym mówić, bo brak mi słów..

To o czym za chwilę napiszę początek ma gdzieś daleko w przeszłości jak to się zaczęło nie mam pojęcia. Chodzi tu o zabawy w doktora. Tak niewinnie to się zaczęło, potem przerosło, teraz byśmy to nazwali molestowaniem seksualnym.  Oni jako dzieci ja również jako dziecko, niby się bawiliśmy, ale to nie było zabawą. Bo uprawianie seksu itp. to już nie jest zabawa. Sam się często zastanawiam jak to możliwe że trwało to tak długo i nikt się nie dowiedział. Nie wiem, po prostu nie wiem. Wiem że czasem polegało to na tym, że jeśli czegoś nie zrobię to był strach, że Oni powiedzą i wówczas ja dostanę. Jak już pisałem jaki był początek nie wiem.. Trwało to długo bo z 10 lat, może coś ponad.. Dlaczego o tym piszę, jeśli ktoś to będzie czytał od początku i dojdzie do momentu obecnego to zrozumie wszystko.  Kiedyś, to akurat pamiętam dobrze, był słoneczny dzień i pojechaliśmy niby nad jezioro które wszyscy znaliśmy, nie rozumiałem jednego dlaczego zmieniliśmy drogę gdy zapytałem chłopaków, „ale to nie jest droga nad jezioro.” Usłyszałem „to inna droga” – powiedział jeden. „Krótsza” – dodał drugi. I jechaliśmy w pewnym momencie droga się urwała. „I co teraz zapytałem?” „Trzeba iść przez las.” Odparli, szliśmy z rowerami przez las, aż doszliśmy do małej polanki. To co teraz będę pisał będzie bardzo dosłowne i jeśli nie chcesz tego czytać skocz do następnego akapitu albo i dalej.
„Jesteśmy zmęczeni, odpocznijmy. No dobrze. Usiedliśmy jeden koło drugiego itd. Pierwsze co to temat pogoda jak nie wiadomo o czym mówić to się mówi o pogodzie. Gorąco, no, zdejmę bluzkę – powiedział J. to ja też dodał F. jasne było, że już się domyślałem o co chodzi w tym wszystkim. To co może się pobawimy? – J. Możemy – F. co nie zapytał J. co dopowiedziałem? – jak chcecie. I zaczęło się rozbieranie, pocałunki, to co weźmiesz do buzi stwierdził J. nie, a czemu? bo nie. Zobacz F. bierze i wziął. Po jakimś czasie nie było innego wyjścia, a może i to było już tak normalne, że robiłem to bo robiłem. I robiłem to co kazali. Odwróć się powiedział J. i zaczął bawić się mną od tyłu.. a F. od przodu. I tak na zmianę, oral, anal jeden drugiemu.. aż do finału. Dobra to jedziemy dalej. No i pojechaliśmy.”
Oczywiście dialogi tu wstawione mogły być zupełnie inne te są tylko napisane tu i teraz.

Takich wydarzeń było mnóstwo. Zawsze był jakiś cel idziemy przykładowo nad jezioro, na grzyby, na truskawki, czy coś podobnego, a kończyło się tak jak to wyżej napisałem.

Jednak kiedyś to się skończyło i powiem, że na początku tego mi brakowało, dlaczego bo po takim czasie to stało się normalne. Ja byłem jeszcze dzieckiem na początku więc, jeśli ktoś mówił, że nie robimy nic złego to w to wierzyłem, a zwłaszcza że oni byli starsi, lubiani poprzez otoczenie i nikt źle o nich nie mówił. Wiadomo z czasem były też różne zawahania itp. ale to mijało. Niestety takie wydarzenia nie da się wymazać z pamięci. To jest jak znamię, to nie znika samo.

Te doświadczenie sprawiło że jakoś takie zachowanie było w moim odczuciu niczym złym i dobrym chyba też nie. Sam nie wiem co o tym dokładnie myślałem. Wiem jedno były momenty że się tego bałem, ale i takie że się nie bałem.

Z czasem poszedłem do szkoły, a właściwie gdy był koniec tego to ja już byłem w szkole i przebywając z dziećmi widać co jest dobre , co uważają inni za dobre a co złe. Co wytykają palcami. Wtedy też zrozumiałem, że to w prawdzie nie było czymś dobrym, to było złe. Oni kłamali. Jak się czułem z tym – źle, bo nie miałem do kogo się zwrócić o pomoc, kto mógłby mi to jakoś wyjaśnić, tą różnicę zdań, poglądów.

Im byłem starszy tym mądrzejszy wreszcie zrozumiałem, że takie zachowanie nie było typowe. Ale czy złe? – Keine Ahnung!

Po jakimś czasie zaczęły się problemy, koledzy im starsi tym bardziej zaczynali interesować się dziewczynami, a ja? Nie, dla mnie to niebyło coś przyjemnego, nie chciałem o tym mówić, o jakichkolwiek związkach. Zawsze uciekałem w cień, a może nikt nie będzie o nic pytał.

Zacząłem zauważać u siebie to, że bardzo przywiązuję uwagę do chłopców niż dziewczyn. Tak wtedy zaczęły nasuwać się pytania czy ja jestem gejem? To słowo przetacza się przez moje myśli po dziś dzień i tak zostanie pewnie do końca życia. Nigdy nie potrafiłem określić jednoznacznie, tak jestem gejem, nie nie jestem gejem.

Gdy przyszedł komputer i Internet powstał też problem bo zacząłem próbować znaleźć odpowiedź na swoje pytanie kim jest gej, czy ja jestem podobny do niego z opisu? Wtedy też poznałem portale LGBT (Lesbijki, Geje,  Biseksualiści, Transseksualiści) jakie nie będę mówił. Tam szukałem odpowiedzi, nie raz nie dwa wertowałem fora by może coś ktoś napisał, coś się dowiem z tą nadzieją, ale nic. Gdzieś w sieci -  nie pamiętam gdzie, przeczytałem że nie ma obrazu geja, tak samo nie ma obrazu heteryka, gejem jest się w tedy gdy sam się uważa za geja. To powiedział jakiś amerykański naukowiec, dr więc zacząłem się zastanawiać czy jestem, czy też nie. Odpowiedzi brak.

Skończyłem podstawówkę, gimnazjum, trafiłem do LO przez poprzednie dwie szkoły nie działo się nic szczególnego, bo właściwie ciągle po głowie chodziło pytanie, jestem gejem? Jak by to odebrali inni, znajomi, myślałem wówczas o każdym począwszy od mamy kończąc na osobach których niezbyt lubiłem.  W LO trochę świat się zmienił tu każdy zaczynał być sobą, robił to co chce zważał na innych, ale nie tak bardzo jak w gim. Tu poznałem wielu ciekawych ludzi. Właśnie w LO dowiedziałem się co to jest PRZYJAŹŃ. Znalazłem Przyjaciela!! To chyba największe szczęście jakie mogło mi się trafić! Ale nastał problem bo gdy tylko poznałem Szymka od raz wpadł mi w oko. Był inny to znaczy był szczery, odważny, mądry, błyskotliwy. Człowiek o ogromnym poczuciu humoru. Potrafił wybrnąć z każdej sytuacji. Nie było rzeczy nie możliwych. Już po paru dniach znajomości z nim, pomyślałem tak „chciałbym mieć kiedyś takiego kolegę jak On. Wiem, że to jaki jestem nie pozwala mi być jego kolegą, bo nawet nie potrafiłbym go czymkolwiek zaciekawić.” Zawsze rozmowa z Nim dodawała sił, odwagi i była jak lekarstwo na zło.. Tak minął 1 rok połowa 2. W pewnym momencie odezwał się problem domu. Ojciec jak to pisałem już na początku pił i to ostro. Pewnego razu przyszedł do mnie i kazał mi wybierać między jego życiem a naszego pieska. Przeżyłem wtedy szok. Nic nie odpowiadając, olewając go poszedł sobie. Jednak strach pozostał, wyjrzałem przez okno i widziałem jak poszedł do sąsiadów (jak się później okazało – pożegnać się z nim). Wrócił i poszedł do szopy stojącej w naszym ogródku. Wtedy się przestraszyłem, mamy nie było w domu pojechała do babci. Zadzwoniłem do niej i powiedziałem tylko to „on chce się wieszać.”  więcej nie pamiętam.. nie chcę pamiętać taka jest prawda. Był jeszcze jeden telefon, ale nie pamiętam do kogo co i jak.. tego nie pamiętam rzeczywiście. Zadzwoniła do mnie mama, że przyjedzie zaraz z ciocią Ireną. Za chwile zadzwoniła ciocia Irena „co się dzieje? gdzie on jest?” to jej słowa „nie wiem, poszedł do szopy miał w ręku linkę” „zadzwoń na policje” powiedziała więc tak zrobiłem. Po jakichś 10 minutach była policja, zaraz przyjechała ciocia i mama. „Gdzie on jest” spytali policjanci. Ja tylko wskazałem na szopę i z nerwów zrobiło mi się słabo, zaprowadzili mnie do domu.. Ale ciekawość i pewnie strach, a może lęk sprawiła, że wyszedłem przed dom ponownie. Oni już go wyprowadzili – zdążyli. Był tak agresywny, że odraz zakuli go w kajdanki, wezwali pogotowie, nim ci przyjechali zdążył się jeszcze wymrozić i wyzwać wszystkich. Zabrali go, mama zdążyła tylko powiedzieć policjantom by go nie wypuszczali za chwilę, bo się boimy. Odjechali, zleciało się gapiów i ciekawskich. My jednak z nikim nie rozmawiając uciekliśmy do domu.. Zmęczeni zestresowani szybko poszliśmy spać, tylko, że nie łatwo było spać nie wiedząc czy on nie wraca do domu.. Lęk i strach. … Rano gdy wstałem mama tylko powiedziała do mnie „nie wiem czy on czasem nie brał w nocy za klamkę od domu” przestraszyłem się. (teraz lecą mi łzy..) „potem wydawało mi się, że jak podeszłam do okna, to on wchodził do szopki” strach i lęk się wzmógł. Rano był już poniedziałek nie poszedłem do szkoły, nie mogłem, nie potrafiłem, a i się bałem.. Z mamą musieliśmy jechać na komisariat. Nim jednak to, to dostaliśmy telefon od znajomych że go widzieli gdzieś w mieście. Wtedy legł strach, że może jednak wrócił i dokończył to co zaczynał..

Wrócił do domu tak jak my byliśmy w strachu tak i on był trochę wystraszony, jak zwykle kłótnia, wyzwiska i groźby. Wtedy też z mamą zostawiliśmy go samego, mama spała u nas w pokoju.. Zamknięci by nie wszedł i komuś krzywdy nie zrobił, zasnęliśmy, dni mijały ale strach nie ustępował. To przeżycie nie dawało mi o niczym innym myśleć. Szkoła zeszła na dalszy plan.. w ogóle przestałem chodzić.. starałem się pomóc mamie, lecz to i tak na nic, skierowano nas do psychologa i poszliśmy oboje, ale to raz i ostatni bo taka wizyta nic nie dała ani mnie ani mamie.. Poza tym że opiekunowie z MOPs skazali mi iść do szkoły.. dla mnie to było nie możliwe, toć ja na każdej lekcji przerwie byłbym wyłączony myśląc co się dzieje z mamą, co w domu .. Poszedłem jedynie powiedzieć wychowawczyni że jeszcze jakiś czas mnie nie będzie. Jak pech chciał natrafiłem na swoją klasę, zaczęli pytać i w ogóle ze łzami uciekłem od nich spotkałem wychowawczynię i z nią chwilę porozmawiałem właściwie powiedziałem jej kilka słów o tym co się wydarzyło i że nie będzie mnie w szkole. Potem szybko ją opuściłem i wróciłem do mamy i razem udaliśmy się do domu.

Tak mijały dni, w końcu musiałem wrócić do szkoły.. Niby sprawy się trochę ułożyły, ale.. ciągle powracałem myślami do domu, byłem nieobecny. A tym samym koledzy z klasy zaczęli wypytywać co się stało.. to było okropne.. Jedne słowa zapamiętałem z tego „… jeśli będziesz chciał porozmawiać to mów! Nie będę nalegał” to słowa jednego z kolegów. Od raz mi zapadły w pamięci. W sumie tego można było się spodziewać tylko po Szymonie.

W prawdzie cały czas trzymałem się głównie z Markiem, ale jemu nie potrafiłem zaufać on nie potrafił dotrzymać zwykle słowa. Jakoś mu nie ufałem.. Szymek to inna spawa, On był inny, w nim zawsze widziałem Kogoś, Kto wart jest wszystkiego. W pewnym momencie kiedy już sobie zacząłem nie radzić z tym wszystkim, kiedy zaczęły nachodzić mnie myśli samobójcze, Szymon będąc na wyciągnięcie ręki, zacząłem z nim rozmawiać, początkowo trochę z nutką nie pewności, bo przecież ja go prawie nie znałem, ale szybko zaufałem i opowiedziałem wszystko, On okazywał mi wsparcie. Pomagał zrozumieć to wszystko i jakoś trwać, walcząc o siebie i tych którzy tej walki są warci. Dzięki wsparciu takiego Człowieka dawałem rady. Coraz bardziej mu ufałem, i chciałem z nim rozmawiać. Najlepsze w tym wszystkim było to, że Jego samopoczucie, humor i uśmiech sprawiały, że zapominałem o wszystkich problemach i zmartwieniach. Tak było za każdym razem kiedy się widzieliśmy, rozmawialiśmy. Im dłużej to trwało tym bardziej się przekonywałem do tej Przyjaźni. Często zostawałem po szkole by z Nim pogadać i spędzić czas, tak aby jak najmniej tego czasu być w domu. Chodziłem do domu dziecka jako wolontariusz, dzięki temu w domu byłem tylko po to by zjeść odrobić lekcje, albo i też nie i pójść spać. Do tego potrzebny był mi dom. Nadeszły wakacje, wtedy też strasznie się bałem, że przez to stracę kontakt z Przyjacielem i czar pryśnie. Bo gdzie spotykać się, gdy dzielił nas taki szmat drogi. Myślałem że to niemożliwe. Jednak okazało się inaczej, prawdziwa Przyjaźń nie kończy się z powodu odległości. Zaczęliśmy spędzać jeszcze więcej czasu, tak bynajmniej mi się wydawało. Wspólne wypady nad jezioro, rowery, imprezki itp. To było jak piękny sen, z którego nie chciałem się obudzić, bo przecież to było takie piękne, aż nie do uwierzenia, że coś takiego mi się przytrafiło, a jednak.. I tak nasza Przyjaźń się ciągnie dalej i dalej..

W pewnym momencie ja już nie mogę tak udawać, to co było takie piękne, musiało prysnąć bo przecież nie można być czyimś przyjacielem, gdy się w Nim zakochuje. Tak ja się zakochałem i właściwie to zaczęło się już dużo szybciej, ale wiedząc, że to wszystko jest ‘chore’ i nierealne, postanowiłem się z nim rozstać, zakończyć naszą piękną przyjaźń, jednak tym razem się nie udało Szymek gdy mu o tym powiedziałem nie dowierzał, a że uciekając od rozmów pytań zrobiłem to przez gg (tak jest mi z tym głupio, ale się już stało) przyjechał do mnie natychmiast, nie chciałem tego bardzo, właściwie to spoglądałem przez okno z niedowierzaniem że przyjedzie. Mijal czas ja nic nie wiedziałem, więc stwierdziłem, że tylko tak powiedział, będąc na gg napisał do mnie kolega, który wspomniał o Szymonie, że chyba coś jest nie tak itp. Trochę się przestraszyłem i napisałem do niego. Usłyszałem to „… jak mogłeś?” nie wiedziałem o co chodzi więc Go zapytałem odpowiedział mi coś teraz nawet nie pamiętam co dokładnie. Pytał się i pytał, ale nie chciałem powiedzieć Mu że Go kocham i dlatego uciekam od Niego. Nie udało się to On był hm.. nie wiem sam jaki bo nie pozwolił na finisz tej przyjaźni. Rano na samochodzie znalazłem kopertę z tymi słowami „Dzięki że wyszedłeś” Podpisane „Szymek” jak to zobaczyłem, a właściwie przeczytałem, popłynęły łzy, żal do siebie samego, że nie wyszedłem, że nie dowierzałem w to co mówił. Napisałem do Niego, że wyglądałem a właściwie to czekałem, ale niestety Go nie widziałem jak był. Wątpię by uwierzył, może, ale nie wiem. Mi było wstyd, bo w pewnym sensie zawiodłem. Jedyne co mi pozostało to – stało się.
To nie zniszczyło naszej Przyjaźni, Szymek na to nie pozwalał, i tak trwaliśmy dalej. Ale ja znów nie mogłem tak dalej, i tym razem postanowiłem sobie to już definitywnie koniec. Powiedziałem Mu że muszę z Nim porozmawiać. Spotkaliśmy się ale nie potrafiłem wykrztusić słowa, pojechaliśmy na dyskotekę On wtedy trochę wypił, ja nie byłem kierowcą tamtym razem w drodze powrotnej zabraliśmy kolegę, mimo iż nie po drodze było mi odwieźć Kolegę pierwszego, powiedziałem Szymkowi, że odwiozę go ostatniego. Odwiozłem Kolegę, podjechaliśmy koło domu Szymka, stanąłem samochodem i powiedziałem to „nie możemy być dalej przyjaciółmi”.  Spytał „dlaczego”? „bo…” zapadła cisza, ponowna moja próba „nie możemy bo..” i znów cisza brakowało mi słów, nie wiedziałem jak to powiedzieć, takich prób było jeszcze kilka, może i –naście. Aż w końcu zdołałem powiedzieć „bo się w Tobie zakochałem”. Jaka była Jego reakcja? Sam w 100% nie jestem pewien. „Tak myślałem” Jego słowa. I zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim nie chcę tu o tym pisać bo to mogłoby być zbyt nie fair wobec Szymka. I tak pewnie trochę jest ;( Rozstając się powiedział mi tylko tyle „to nie może być powód byśmy przestali być przyjaciółmi, cześć, napisz mi jak dojedziesz.” Zamknęły się drzwi. Ja płacząc odjechałem. Dla mnie to już był koniec. Nie wiem czy napisałem Mu sms jak dojechałem. Nie wiem.. Następnego dnia to nie było łatwe, znów łzy, i życie jakby dobiegło końca, nie potrafiłem w to uwierzyć że już nie będzie nic z tego co nas łączyło. Taka silna przyjaźń, tak pięknie wyglądało i nic teraz nie ma nic.. Może to dziwne ale przepłakałem cały dzień, tak jakbym stracił COŚ bez czego nie mogłem dalej żyć. Ale tak się nie stało Szymek nie dawał za wygraną i mimo tego pisał, i się odzywał. Nie wiem dlaczego, i chyba się już nigdy nie dowiem. On ciągle chciał tej przyjaźni. Dla mnie to trudne bo przecież ja Go traktowałem inaczej niż On mnie. Trudno mi było. Ale ta przyjaźń przetrwała i ten kryzys.. Jedno wiem na pewno już nie jest tak intensywna jak przedtem. To co było, tak bardzo piękne teraz tylko jest piękne.. Trochę czegoś tu brakuje. Sam nie potrafię określić czego.. CZEGOŚ..

Przyznam się, że są sytuacje, że czuję się rozczarowany Jego zachowaniem. Trochę to boli.

Zawsze chciałem by ON był … … … (tu mam na myśli słowa które wypowiadam tylko do siebie i ich nie napiszę, na pewno nie chodzi tu o to byśmy my coś razem itp. myślę o czymś zupełnie innym – Marzeniach). Życzę mu tego jak najbardziej i najlepiej. Mimo, że tego roku straciłem nadzieję, już nie wierzę w coś takiego jak nadzieja, to gdzieś głęboko chcę, by to co On tak bardzo pragnął/pragnie, się spełniło, Gdyby to czytał na pewno wiedziałby o czym mówię. Tak tego Ci życzę, pewnie o tym wiesz, ale co się nie stanie to to będzie moje życzenie dla Ciebie.

Jest dziś, pominąłem niektóre sytuacje, bo za dużo bym już o sobie powiedział;)

Czas mija my się starzejemy, wciąż jako przyjaciele.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.